Kategorie
Inteligentny inwestor

Dlaczego inwestujesz? Zastanów się zanim zaczniesz działać

Dlaczego inwestujesz? Czy zadałaś lub zadałeś sobie takie pytanie? „Dlaczego coś robimy” ma niesłychane znaczenie dla określenia tego, „jak” i „co” robimy. Pisałem o tym szeroko w ostatnim poście poświęconemu tematowi „dlaczego prowadzę ten blog”. Ale to przecież mniej interesujące dla Was 😉 To co może być ciekawsze, to możliwe odpowiedzi na powyższe pytania – zapraszam Was do poznania różnych „dlaczego”, które napotkałem w swojej „karierze”.

Dlaczego inwestujesz? Czy zadałaś lub zadałeś sobie takie pytanie? „Dlaczego coś robimy” ma niesłychane znaczenie dla określenia tego, „jak” i „co” robimy. Pisałem o tym szeroko w TYM poście poświęconemu tematowi „dlaczego prowadzę ten blog”. Ale to przecież mniej interesujące dla Was 😉 To co może być ciekawsze, to możliwe odpowiedzi na powyższe pytania – zapraszam Was do poznania różnych „dlaczego”, które napotkałem w swojej „karierze”.

W tym artykule dowiesz się:

Ten artykuł należy do kategorii “Inteligentny Inwestor” – zobacz więcej!

Co nam daje znajomość naszego “dlaczego”?

„Dlaczego”, poza tym o czym pisałem w TYM poście (motywacja, konsekwencja, emocje), podpowiada nam wiele praktycznych rzeczy:

  • jaki kupić samochód – wybierzemy inne auto, jeśli „inwestuję w dobry humor” (ja wybrałem skromną, ale przyjemną Mazdę MX-5 😉, inaczej, jeśli „dbam o bezpieczeństwo i komfort rodziny” (wówczas wybieramy tato-wóz typu Škoda w kombi), a jeszcze inaczej, jeśli „dbam o środowisko i niezawodność” (wtedy pewnie Toyota w hybrydzie);
  • jak uprawiać sport – inaczej uprawia się sport „zawodowo, dla bicia rekordów”, robiąc to rygorystycznie 4-5 razy w tygodniu, łącząc to z dietą i innymi działaniami, a inaczej robi się to „dla przyjemności”, czyli na luzie 2-3 razy w tygodniu, bez katowania się dietami;
  • jak rozwijać biznes – bo np. inaczej rozwija się biznes, jeśli chcemy go sprzedać za 5 lat, a inaczej jeśli chcemy, żeby nas przerósł i trwał w rodzinie przez pokolenia, o tym często rozmawiam z moimi Klientami.

Oczywiście poradzimy sobie bez znajomości swojego „dlaczego”, ale po chwili może się okazać, że nasz kabriolet jest za ciasny do wożenia psa i dziecka, nie osiągamy wyników w zawodach sportowych obżerając się burgerami z colą, a nasza firma przez zbyt szybki wzrost tylko denerwuje Klientów i Pracowników. Znając „dlaczego” będziemy po prostu podejmować lepsze decyzje – tańsze, szybsze, bardziej dopasowane.

Podobnie jest z inwestowaniem. I równie podobnie z nieruchomościami. Popatrzmy na szczegóły.

Czym w ogóle jest inwestowanie?

Zanim zaczniemy – czym w ogóle jest inwestowanie? Nie wiem jak Wy, natomiast ja inwestowanie rozumiem jako różne formy (strategie, patenty, metody – w skrócie są to „jak”) angażowania swoich zasobów – kapitału, ale z reguły także jakiejś ilości czasu (mówi się nawet „zainwestowałem w to mnóstwo czasu”), relacji itd. – w różne aktywa (nieruchomości, akcje, surowce, etc. – w skrócie „co”).

A gdzie jest „dlaczego”? Inwestowanie daje nam to, że nasz kapitał rośnie I/ LUB regularnie zarabia (płaci dywidendę/ odsetki/ czynsz), a przynajmniej nie traci na wartości – w skrócie, przynosi pieniądze – bardzo uniwersalną walutę. No tak, ale przecież „pieniądze szczęścia nie dają, ale zakupy / podróże / szampan Dom Perignon już tak [I TU WSTAW SOBIE DOWOLNE WYTŁUMACZENIE ;]”. Trzeba czegoś więcej.

Różne połączenia „co” i „jak” przynoszą pieniądze w różnych konfiguracjach – raz więcej, tylko rzadko i ryzykownie, raz mniej ale pewnie i co miesiąc, a czasem w ogóle nie płacą regularnie, ale mamy poczucie wartości. Te charakterystyki odpowiadają bardziej naszym „dlaczego”. To je musimy dopasować do naszych „dlaczego”.

A tych „dlaczego” jest naprawdę sporo i w rozmowach ze znajomymi, klientami, czy innymi inwestorami zidentyfikowałem ich co najmniej 9, chociaż można je mnożyć.

Dlaczego oparte o emocje

  • Podążanie za tłumem  – nazywane jest w prasie anglojęzycznej jako „FOMO” (fear-of-missing-out, strach przed przeoczeniem czegoś, nie byciem części czegoś), można to też nazwać konformizmem. W momencie, kiedy z każdej strony słyszymy, że ktoś zbija majątek na czymkolwiek (tulipany, działki na księżycu, akcje nieistniejących spółek, najnowsza kryptowaluta, czyli z określonym „jak” i „co”), nasze dziecko już inwestuje, a sąsiadka kupiła nowy samochód, to trudno się oprzeć pokusie „nie będę frajerem, ja też zainwestuję”. Zaczynamy inwestować za namową rodziny, znajomych, albo mentora z prasy, internetu, czy spotkania inwestorów (których pojawia się nadzwyczaj dużo na fali danego rynku), chociaż nie mamy jasnego „dlaczego”. A właściwie tym „dlaczego” jest może nieodstawanie od innych? Poruszanie się z prądem? Łapanie okazji, ale już sprawdzonych? Nie wiem. Natomiast wiem, że niestety z reguły podążanie za tłumem kończy się to piramidami Ponziego, oszustwami, a w najlepszym razie bańkami cenowymi i lekkim naciąganiem frajerów.
  • Ego – jest to jedno z najbardziej skomplikowanych „dlaczego” (nawet się kończy na „ego” 😉. Inwestowanie w celu zaspokojenia własnego ego – spełnienia potrzeb „ja” – może oznaczać np. chęć wyeksponowania swojego majątku i smaku „inwestując” np. w piękną kamienicę przy głównej ulicy (rzadko jest to dobra inwestycja z perspektywy innych „dlaczego”), wyrafinowane kolumienki na ganku naszej staropolskiej willi (także nie dodają do jej wartości), czy też inwestowanie tak, żeby spełnić swój obowiązek wobec otoczenia (np. „inwestując” w spółkę zajmującą się ochroną środowiska – też niekoniecznie musi być ona zyskowna, ale mamy poczucie dobrze spełnionego obowiązku). Warto zwrócić uwagę na to, że realizacja potrzeb „ego” nie musi być z gruntu zła lub nierentowna. Np. inwestowanie w budowę domów senioralnych z prawdziwego zdarzenia moim zdaniem może łączyć jedno i drugie. Nie jestem psychologiem z wykształcenia, ale myślę, że ktoś wyedukowany kierunkowo w tym zakresie mógłby pogłębić ten temat 😊
  • Pasja lub „zabijanie” wolnego czasu – Inwestowanie z nudów? Jak najbardziej! Wprawdzie to jest taki „problem pierwszego świata”, że człowiek ma tak dużo wolnego czasu i na dodatek środków, że „musi” zajmować się inwestowaniem. Z reguły oznacza to, że inne „dlaczego” są już zaadresowane, a my możemy (lub wręcz musimy) poświęcić inwestowaniu bez stawiania pieniądza jako pierwszego priorytetu (ale może zawsze może być na drugim albo trzecim). Niemniej czy musi to być złe inwestowanie? Niekoniecznie! Może to oznaczać, że taka osoba może poświęcić swoje zasoby w inwestowanie bez potrzeb realizacji wielkich zysków, skupiając się w większym stopniu np. na pieczołowitym odrestaurowaniu elewacji i wnętrz kamienicy, zaprojektowaniu bezkompromisowego domu jednorodzinnego, czy w pięknym homestagingu flipowanych przez nas mieszkań – z lekką stratą dla naszego zysku. Przykładem jest rewitalizacja budynków, czy np. hotele grupy Arche.

Dlaczego oparte o finanse

  • Ochrona kapitału – Jest to chyba najczęstsza forma „dlaczego inwestuję”, z jaką można się spotkać – i nie dziwota, gdyż większość z nas jest po prostu ostrożna. W życiu, sporcie, pracy, sprawach rodzinnych, a więc i w inwestowaniu. A przed czym można chronić kapitał? No i tu już zakres jest bogatszy 😉 W dzisiejszych czasach ludzie z reguły „bronią się przed inflacją”, która jest trochę mało namacalna na co dzień i w praktyce trudno ją zaplanować. Czasem chcą ochronić kapitał dla ich potomnych – aby spadek który otrzymają był w miarę o podobnej wartości, co w momencie nabycia. Ale też czasem chcą ochronić kapitał przed … jego wydaniem 🤩 I to jest real, jak z rozmienioną stówką w tylnych kieszeniach jeansów – spotkałem się nawet z motywacją „kupujemy nieruchomość, bo inaczej wydamy w kasynie”.
  • Wzrost kapitału – drugie najczęstsze „dlaczego” jakie słyszę. Z reguły chcemy wyjąć więcej kapitału niż włożyliśmy na początku. Zauważalnie więcej. Wprawdzie bardzo często nie wiemy po co nam to więcej (najlepiej, żeby włożyć ponownie i później mieć jeszcze więcej 😉 Bardziej zaawansowane „dlaczego” w postaci wzrostu kapitału ma na celu wykorzystanie tego kapitału po jakimś czasie wzrostu do zamrożenia w konkretnym celu – żeby kupić dom dla siebie, złożyć na lokacie i żyć z odsetek, czy rozdać biednym. Niestety często wzrost kapitału jest łączony z ochroną kapitału – „wie Pan, chciałbym zarobić, ale żeby na pewno nie było straty” co jest z reguły fikcją lub co najmniej postawą życzeniową – no chyba, że ktoś pójdzie w obligacje skarbowe np. indeksowane inflacją, które wzrostu kapitału za dużo nie dadzą przy obecnej inflacji.
  • Pokrycie bieżących potrzeb finansowych – kolejna, bardzo wymierna motywacja finansowa – wprawdzie nudna jak flaki z olejem, ale mocno mierzalna i praktyczna. Niektórzy inwestują po to, żeby móc realizować z zysków z tego inwestowania konkretne potrzeby finansowe lub zakupowe. Np. kupuję mieszkania na wynajem, żeby finansować leasing samochodu. Robię flipa, żeby przez miesiąc podróżować. Odpalam start-up, żeby za zyski kupić dom w Hiszpanii. I tak dalej. Ta motywacja jest bardzo praktyczna i funkcjonalna, ponieważ możemy sobie powiedzieć „potrzebuję na pokrycie kosztów stałych życia (rata kredytu, jedzenie, drobne zakupy) co miesiąc 3.000 złotych, inwestuję w takie aktywa, które mi to przyniosą”. Dość łatwo dopasować do tego „jak” i „co”, następnie wdrożyć (pomijając oczywiście aspekt niezbędnego kapitału 😉, a następnie zająć się czymś innym.

Dlaczego oparte o wartości

  • Zapewnienie spokoju psychicznego – zaczynamy bardziej ulotne „dlaczego”. Inwestowanie, zwłaszcza takie, które swoimi zyskami pokrywa różne koszty stałe naszego funkcjonowania, może zapewnić nam bardzo cenną w ostatnich czasach walutę – spokój psychiczny, mniej trosk, mniej stresu. Można to osiągnąć nawet jeśli nie mamy jeszcze bardzo konkretnych efektów finansowych czy oszałamiającego majątku. Na przykład przestajemy martwić się o ryzyko utraty naszej pracy – bo w najgorszym razie moje inwestycje mnie utrzymają (miałem tak, stałem się dzięki temu… bardziej zmotywowany do pracy, mniej zestresowany, bardziej energetyczny). Albo mniej się martwimy o swoje bezpieczeństwo finansowe na starość, bo wiemy, że dana inwestycja uzupełni cienką emeryturę z ZUS. Jak to możliwe? To też pytanie do psychologów, ale ja to czytam następująco – „w pewnej szufladce naszego mózgu mentalnie odhaczamy, że finanse nie są już naszą troską”. Wyłączamy ten obszar z naszego myślenia. Takim skrajnym przypadkiem, który moim zdaniem jest doskonałym przykładem tego „dlaczego” jest mój przyjaciel, którego los obdarzył dzieckiem, które nigdy nie będzie samodzielne. Jego „dlaczego” dla inwestowania obejmowało rozwiązanie problemu przyszłości – jak jego już nie będzie, to z czego będzie finansowana opieka tego dziecka? Ano właśnie z inwestycji.
  • Niezależność finansowa – to takie „dlaczego”, które daje nam więcej swobody i wolności – jest to podobna waluta co „spokój psychiczny”. Niezależność finansową rozumiem w ten sposób, że inwestowanie (zgromadzone oszczędności, pasywne dochody etc.) pozwala nam podejmować decyzje zgodnie z naszymi potrzebami osobistymi, a nie z potrzebami finansowymi. Przykład – osoba niezależna finansowo to taka, która może rzucić pracę na etacie, bo nie zgadza się z zachowaniem swojego pracodawcy. Albo może pójść na sabbatical nie martwiąc się o środki na ten cel. Albo może pójść do gorzej płatnej pracy, ale bardziej zgodnej z naszymi przekonaniami i pasjami. Albo może odpalić start-up. Albo pójść na studia. Cokolwiek. Nie przetrwa wprawdzie do końca życia w tym stanie (czyli nie jest z definicji wolna finansowo), ale spokojnie „ogarnie” się przez tych kilka miesięcy, a nawet lat, kiedy dochody z pracy będą niższe. Świadomie odróżniam niezależność finansową od wolności finansowej, ale o tym niżej.
  • Wolność finansowa – to taka sytuacja, w której nasze inwestycje finansują WSZYSTKIE koszty naszego życia z naddatkiem bez naszej pracy zawodowej. Wszystkie koszty życia, czyli zarówno te stałe niezbędne do przeżycia (mieszkanie, jedzenie, leki), ale też wszystkie pozostałe – od zakupów odzieży, przez rozrywkę, podróże, po fanaberie. Nie ma znaczenia co – Ty sam ustalasz ile tego jest. „Wolność finansowa” oznacza, że nie musząc pracować Twoje inwestycje przynoszą (po wszystkich kosztach i ryzykach) więcej pieniędzy, niż my konsumujemy. Do końca życia. Odróżnia się często „wolność finansową” od „bogactwa” – „bogactwo” trudno zdefiniować (ile trzeba mieć kasy, żeby być bogatym? Milion złotych? Sto? Miliard? Sto miliardów?), a „wolność finansową” sami definiujemy. Brzmi to oczywiście pięknie jak się o tym słucha lub czyta, nie mniej wolność finansowa też nie jest usiana różami. Po pierwsze jest bardzo trudna do osiągnięcia – albo musimy nasze koszty życia trzymać w dużych ryzach, albo potrzebujemy naprawdę dużego kapitału. O ile nie masz sowitego spadku, udanego biznesu, który sprzedasz za milion monet lub nie jesteś bardzo dobrze zarabiającym człowiekiem korpo, to dla osiągnięcia wolności finansowej będziesz musiał(a) wyrzec się wielu wygód i konsumpcji, żeby ją osiągnąć. Po drugie „wolność to nie wszystko” – wolność finansowa nie zawsze daje spokój psychiczny, czy zaspokojenie ego. Widziałem, jak osoby wolne finansowo boją się o jej utratę, albo budują kolejne pomniki, bo ich ta „wolność” nie zaspokoiła. Po trzecie – większość z nas nie potrzebuje w głębi duszy wolności finansowej, bo po tygodniu bycia wolnym trafi je szlag i będą chciały wrócić z plaży do biura – wtedy szukają pasji albo zabijania wolnego czasu 😉

Jak zapewne zauważycie, różnice pomiędzy powyższymi „dlaczego” bywają marginalne, a definicje nieostre (chociażby pasja vs. zabijanie czasu). Co więcej, jak się może już domyśliliście – „dlaczego” może ewoluować. Wypełniając jedno „dlaczego” (np. pokrycie podstawowych potrzeb finansowych) możemy spokojnie przejść do kolejnego (np. zapewnienie spokoju psychicznego). Wyobraźcie sobie co byście robili z pieniędzmi po osiągnięciu wolności finansowej, która wymagała od Was np. zrealizowania 100 flipów i kupienia 20 mieszkań na wynajem? Zapewne coś bardzo podobnego z czystej przyjemności 🤣

Które “dlaczego” jest najlepsze?

Celowo nie kategoryzuję powyższych „dlaczego” jako „lepsze” (zyskowniejsze, mniej ryzykowne, łatwiejsze, szybsze, bardziej pasywne etc.), albo „gorsze” (przeciwieństwa) – gdyż takie jest moje „dlaczego” – zapewniać bezstronną równość. Każdy musi samemu ocenić, które „dlaczego” jest bliższe jego „dlaczego” życiowemu – jego wartościom, potrzebom, sytuacji. Moim zdaniem nie należy nikogo zmuszać do konkretnego „dlaczego”. Ani też wmawiać, że „moje dlaczego jest lepsze niż Twoje”. Parafrazując klasyka,

„z “dlaczego” jest jak z dupą – każdy ma swoją” 🤣

Klasyk

Na przykład – moim dlaczego miejscami są: “pokrycie kosztów” (leasing, rata, życie), “niezależność finansowa” (możliwość robienia co chcę, a nie co inni chcą), “ego” (chciałbym mieć piękną kamienicę) oraz “pasja” (analizowanie nieruchomości i giełdy mnie ciekawią). Nie zawsze realizuję wszystkie “dlaczego” naraz, ale to nie jest konieczne. \

Jeśli znasz swoje „dlaczego chcę inwestować”, to łatwiej Tobie będzie nawigować i określić jakie połączenia „co” i „jak” będą dla Ciebie potencjalnie najlepsze. Będzie to swoisty kompas dla Twoich poszukiwań. Jeśli tego nie znasz, to możesz inwestować w obligacje skarbowe, podczas gdy tak naprawdę potrzeba Tobie BitCoinów, albo myślisz, że chronisz kapitał, a tak naprawdę realizujesz potrzeby swojego ego. Ale o tym innym razem 😉


A jakie jest Twoje “dlaczego”? Napisz w komentarzu, odpowiedz w ankiecie albo napisz w social media 😊

Podoba się Tobie to, co robię? Wesprzyj mnie!

Jeśli uznasz, że moja działalność jest wartościowa – to dlaczego, jak i co robię trafia do Twojego serduszka 😍 i chciałabyś lub chciałbyś mnie wesprzeć, to zapraszam Ciebie na mój profil na portalu Patronite.pl!

Patronite